Jak chcesz brzmieć?

Nie pytam o sprzęt, tylko o Ciebie. O to, czy chcesz, żeby Twój głos był tłem, czy żeby niósł emocję. Każdy potrafi nagrać — ale tylko nieliczni potrafią naprawdę zabrzmieć.

Zacznij brzmieć lepiej

Koniec dzikiego Zachodu: jak AI-muzyka wchodzi w erę regulacji i odpowiedzialności.

Published by dobrypoziomdzwieku on

2swiaty
Czy kiedykolwiek bałeś się, że bit z AI rozwali ci podcast prawnikami zamiast limiterem?

Czy kiedykolwiek bałeś się, że bit z AI rozwali ci podcast prawnikami zamiast limiterem?

Jeszcze rok temu generowanie muzyki w narzędziach typu Suno czy Udio było trochę jak ściąganie pluginów z szemranego forum: fajnie brzmi, ale z tyłu głowy siedzi pytanie – „a jak kiedyś ktoś zapuka?”.

Teraz dzieje się coś, co dla lektorów, podcasterów i realizatorów może być naprawdę grubą zmianą: Suno dogadało się z Warner Music, a wcześniej Universal dogadał się z Udio. Czyli wielkie wytwórnie, które pozywały AI za „masową kradzież muzyki”, nagle siadają z nimi do stołu i podpisują umowy licencyjne.

W praktyce wygląda to tak, że coraz wyraźniej wchodzimy w epokę legalnych podkładów z AI do podcastów, kursów i reklam. Już teraz widać, w którą stronę to zmierza.


Najpierw była wojna.

W 2024 roku trzy największe wytwórnie – Sony Music, Universal Music Group i Warner – pozwały Suno i Udio w USA. Zarzut: trenowanie modeli na ich katalogach bez zgody, na gigantyczną skalę. Dla wytwórni wyglądało to jak „kopiują nasze nagrania, mielą je w modelu i wypluwają coś, co brzmi jak nasze, ale bez płacenia”.

W 2025 roku sytuacja nagle się przekręciła. Universal dogadał się z Udio – zamiast tylko się sądzić, przeszli na model licencjonowania, czyli: „płacicie, trenujecie na naszych katalogach, ale na naszych zasadach”. Chwilę później Warner dogadał się najpierw z Udio, a potem z Suno, ogłaszając historyczne porozumienie i „zwycięstwo dla kreatywnej społeczności”.

Kluczowe jest to, że Suno ma stworzyć nowe modele trenowane wyłącznie na licencjonowanej muzyce, a stare modele – te „dziko” trenowane na wszystkim – mają zostać wygaszone. Artyści Warnera mają mieć kontrolę, czy i jak ich imię, głos, wizerunek i kompozycje mogą być używane w AI. Do tego dochodzą ograniczenia pobierania: żeby ściągnąć audio do siebie, trzeba mieć płatne konto, są limity, a większa liczba downloadów może wymagać dopłaty.

Czyli: z „dzikiego zachodu” mamy powoli przejście w coś, co bardziej przypomina miks Spotify, Artlista i stockowej biblioteki, tylko do świata AI.


Jeśli jesteś lektorem, podcasterem albo realizatorem, to szczerze mówiąc średnio interesuje cię, ile PDF-ów z pozwami wylądowało w sądzie. Interesuje cię jedno: czy możesz wrzucić muzykę z AI do odcinka i nie obudzić się z mailem od działu prawnego.

Dobra wiadomość: te ugody to pierwszy poważny krok w stronę normalizacji muzyki z AI w komercyjnych produkcjach – podcastach, kursach, reklamach, audiobookach. Zła wiadomość: to NIE jest równoznaczne z „teraz wszystko z Suno mogę używać dowolnie, gdzie chcę, bez zastanawiania się”.

To jest raczej przejście z totalnej szarej strefy w stronę czegoś, co coraz bardziej przypomina płatny, licencjonowany stock muzyczny – tylko że generowany w locie. A to oznacza, że w twoim workflow audio pojawią się nowe przyciski, regulaminy i kilka pytań, które warto sobie zadać przed eksportem odcinka.


Z tego, co już ogłoszono publicznie, rysuje się dość czytelny obraz:

  • Nowe modele Suno mają być trenowane wyłącznie na licencjonowanych katalogach (np. Warnera i innych, którzy się dogadają), a nie na „wszystkim z internetu”.
  • Stare modele, uczone na dzikich danych, mają być sukcesywnie wygaszane.
  • Pełne pobieranie audio (np. WAV do DAW-a) będzie dostępne przede wszystkim dla płacących użytkowników, z limitami i jasnymi zasadami.
  • Artyści mają mieć możliwość świadomego wejścia w taki system – nie każdy katalog będzie z automatu materiałem treningowym.
  • Celem jest stworzenie licencjonowanego ekosystemu AI-muzyki, który da się wytłumaczyć księgowym, prawnikom i twórcom jednocześnie.

Brzmi może nudno, ale w praktyce chodzi o to, żebyś mógł użyć muzyki z AI w komercyjnym projekcie i mieć sensowne papiery na wypadek pytań. Z perspektywy studia czy freelancera to jest ogromna różnica.


Wyobraź sobie, że nagrywasz serię podcastów dla klienta z branży IT. Chcesz klimatyczne intro: nowoczesne, ale nie techno, filmowe, ale bez smyczków w stylu Hansa Zimmera. Wchodzisz na Suno, wpisujesz prompt, dostajesz kilka minut całkiem sensownego podkładu.

Do tej pory: generujesz, pobierasz WAV, wrzucasz do DAW, miksujesz z lektorem, eksportujesz i leci na Spotify czy YouTube. W tle jest jakiś regulamin, którego nikt normalny nie czyta. W nowym modelu po ugodach: pobierasz plik z płatnego konta, liczba pobrań jest ograniczona, a w regulaminie masz wyraźnie opisane, jak możesz używać tego tracka komercyjnie.

Dla ciebie jako twórcy audio oznacza to mniej szarej strefy i więcej sytuacji typu: „okej, to jest licencjonowana rzecz, która ma konkretną wartość i konkretne zasady użycia”. Nadal trzeba będzie to czytać, ale przynajmniej wiadomo, że nie opierasz się tylko na marketingowym hasłach.


Nie musisz robić magistra z prawa, ale są cztery rzeczy, które naprawdę warto mieć z tyłu głowy, zanim klient zapyta: „A ta muzyka z AI to jest legalna, prawda?”.

1. Czy możesz użyć tej muzyki komercyjnie?

Sprawdzaj w regulaminie narzędzia (np. Suno, Udio):

  • czy masz prawo użyć wygenerowanej muzyki w płatnym kursie, reklamie, podcaście sponsorowanym, audiobooku na platformach typu Storytel czy Audioteka,
  • czy jest różnica w prawach między planem darmowym a płatnym.

2. Co z platformami typu Spotify / YouTube?

Część licencji może pozwalać na użycie muzyki generowanej przez AI w treściach publikowanych na platformach streamingowych, ale jednocześnie zakazywać sprzedawania samej muzyki jako osobnego albumu czy singla. To drobny szczegół, który może być mega ważny, jeśli klient planuje np. „soundtrack z podcastu” jako osobne wydawnictwo.

3. Czy klient może „przejąć” tę muzykę?

Przy klasycznej kompozycji klient często zakłada, że dostaje pełne prawa do utworu. Przy muzyce z AI to częściej przypomina model stockowy: masz licencję na użycie, ale nie jesteś właścicielem w sensie „mogę z tym zrobić wszystko i sprzedać komu chcę”. Warto to klientowi jasno wytłumaczyć, zanim zacznie budować na tym całą identyfikację marki.

4. Dokumentuj, z czego korzystasz

To nudne, ale zbawienne:

  • zapisuj ID wygenerowanego utworu lub link z panelu narzędzia,
  • notuj datę wygenerowania,
  • zrób screenshot lub PDF z fragmentem licencji/regulaminu obowiązującym w tym dniu.

Jeśli kiedyś ktoś zapyta „skąd wzięliście tę muzykę?”, masz coś więcej niż „bo pamiętam, że kiedyś kliknąłem generate”.


Patrząc na to, dokąd zmierza Suno, Udio i podobne narzędzia, łatwo sobie wyobrazić kilka scenariuszy, które dla realizatora są po prostu kuszące.

Generowanie „pół-legalnych” stemów

Jeśli modele są trenowane na licencjonowanych katalogach, to naturalnym krokiem jest wejście w generowanie muzyki, którą można potem rozbić na ścieżki: perkusja, bas, pad, lead. Jeżeli to będzie częścią licencjonowanego pakietu, to nagle możesz miksować „AI-tracki” niemal tak, jakby były znormalizowanym packiem stemów do remiksu.

Produkcje „hybrydowe”

Typowy scenariusz: klient przynosi wokal nagrany w domu na USB, ty generujesz podkład w Suno, dorzucasz parę żywych instrumentów i mieszasz to wszystko jak zwykły numer. Jeśli podkład jest licencjonowany, to taka produkcja przestaje być „tajnym guilty pleasure”, a staje się normalną, oferowalną usługą studyjną.

Doradztwo zamiast tylko „pan od gałek”

Coraz więcej klientów będzie pytać, co im się bardziej opłaca: stock, AI, czy kompozytor z krwi i kości. I tu zyskujesz nową rolę – nie tylko „zrobimy, żeby brzmiało”, ale też „dobierzemy źródło muzyki tak, żeby nie było miny prawnej i żeby budżet miał sens”. To dodatkowa wartość, którą możesz wprost wyceniać.


Żeby nie było za różowo – te ugody to dopiero początek układania rynku. Sony nadal idzie drogą pozwów, a nie partnerstw, więc część katalogów pozostanie poza licencjonowanymi modelami. Jeżeli Suno czy Udio będą miały umowy tylko z częścią rynku, to ich modele mogą brzmieć trochę mniej „wszechświatowo” niż te, które były karmione wszystkim po kolei.

Do tego dochodzi otwarte pytanie o mniejszych twórców – niezależnych producentów, self-releasing, mikro-wytwórnie. Czy będą mieli realny udział w pieniądzach za trenowanie modeli na ich muzyce, czy znikną w zbiorczych statystykach? To się dopiero okaże.

Na szczęście jako lektor, podcaster czy realizator nie musisz kontrolować całej branży. Wystarczy, że ogarniesz swoje narzędzia, parę kluczowych zapisów w licencjach i zbudujesz prosty nawyk: zanim wrzucisz AI-bit pod swój głos, wiesz skąd on jest, na jakich zasadach go używasz i czy klient rozumie, z czym dokładnie pracuje. Reszta to już klasyka: dobrze ustawiony kompresor, sensowny limiter i odrobina smaku w miksie.

Categories: Bez kategorii