Jak chcesz brzmieć?

Nie pytam o sprzęt, tylko o Ciebie. O to, czy chcesz, żeby Twój głos był tłem, czy żeby niósł emocję. Każdy potrafi nagrać — ale tylko nieliczni potrafią naprawdę zabrzmieć.

Zacznij brzmieć lepiej

Nagrania bez granic: czyli jak wciągnąć słuchacza w dźwiękowy świat

Published by dobrypoziomdzwieku on

Nagrania bez granic czyli jak wciągnąć słuchacza w dźwiękowy świat
Nagrania bez granic: czyli jak wciągnąć słuchacza w dźwiękowy świat

Przydarzyło Ci się kiedykolwiek posłuchać swojej produkcji i pomyśleć: „No dobra, z szumem sobie poradziłem, ale czemu w tym nagraniu wszystko dudni jak w studni?”

To uczucie to prawdziwy klasyk. Kiedy szum już opanujesz (a jeśli jeszcze nie, to zdecydowanie warto zajrzeć do kursu o odszumianiu dźwięku, w którym pokazuję, jak pozbyć się brumów, szmerów i innych nieprzyjemnych rzeczy), nagle okazuje się, że Twój głos niby czysty, a jednak otacza go coś w rodzaju echa. To pogłos, który uwielbia zamieniać przyzwoite nagranie w dziwną halę koncertową. I choć bywa, że w teledyskach robi to efekt wow, to w lektorce i podcastach raczej niekoniecznie.

Zwykle taki pogłos jest pamiątką po nagrywaniu w pokoju z gołymi ścianami, bez dywanu czy zasłon. Albo masz mikrofon ustawiony zbyt daleko od ust i wtedy słychać cały „oddech pomieszczenia”. W postprodukcji da się wiele wyciągnąć, ale – tak jak przy szumach – często lepiej zapobiegać, niż leczyć. Zanim jednak powiesz „dobra, to kupię sto pianek akustycznych i wykleję cały pokój”, wstrzymaj się. Praktyka uczy, że nawet kilka sprytnie rozmieszczonych paneli lub koce na ścianach potrafią zrobić różnicę. A jeśli interesuje Cię konkretny tutorial, jak walczyć z echem, zerknij do Jak usunąć pogłos z dialogu? – tam krok po kroku omawiam temat.

Naturalnie, wtyczki do redukcji pogłosu istnieją. Owszem, potrafią zdziałać cuda, ale – jak w przypadku odszumiania – nie licz na magiczny przycisk, który w 100% zrobi z korytarza kabinę lektorską. Tym niemniej, jeśli nagrasz się w miarę przyzwoicie, to pewne subtelne echo można jeszcze dość ładnie zredukować. Tylko pamiętaj, że w postprodukcji rzadko działa strategia „wykręcam wszystkie gałki na maksa”, bo wtedy głos zaczyna brzmieć sztucznie, metalicznie albo traci wyrazistość. Lepiej więc użyć odrobiny wtyczkowej magii – sporo tłumaczę o tym w Be My Voice Master, gdzie pokazuję różne sposoby pracy z pluginami, w tym też o trzymaniu w ryzach pogłosu w miksie.

Dobra, mamy ogarnięty szum, echo, eq i kompresję też w jakimś stopniu opanowaną, no to co dalej? Pora przyjrzeć się kolejnym elementom układanki. Wspomniałem wcześniej o sidechainie, czyli automatycznym przyciszaniu muzyki, gdy mówisz. Przyznaj, to dość genialne urządzenie: kompresor wchodzi do gry i mówi muzyce: „Cichutko, nasz wielki bohater głosowy się odzywa, nie zagłuszaj go”. Taki sprytny myk, dzięki któremu nie musisz ręcznie zjeżdżać suwakiem przy każdym słowie. Jeżeli chcesz cały proces zobaczyć na przykładach, sprawdź Kurs Dobry Poziom Dźwięku – Podcast. Tam w praktyce robię to w programach do edycji, pokazując również kilka metod automatycznej pracy nad głośnością tła.

Okej, ktoś może powiedzieć: „A może ja wolę manualnie robić mix, bo czuję się jak stary realizator z radia?” Jasne, możesz, bo to daje pewną naturalność. Ale jak masz dłuższy projekt, audiobook czy godzinny podcast, sidechain potrafi uratować Ci godziny życia. W sumie w audiobookach rzadko mamy muzykę w tle (chyba że to słuchowisko), ale tam z kolei sporo czasu pochłania edycja zająknięć, pomyłek i oddechów. No właśnie, te nieszczęsne oddechy… Niektórzy wycinają je całkowicie, inni zostawiają, bo ponoć dzięki nim nagranie brzmi bardziej ludzko. Gdzie leży prawda? Osobiście myślę, że to zależy od stylu tekstu. W reklamie często oddechy przeszkadzają w płynności, ale w audiobooku mogą czasem dodawać realizmu.

Z drugiej strony, jeśli co drugie słowo jest poprzedzone głośnym wdechem, który brzmi, jakbyś właśnie przebiegł maraton, to warto takie charknięcia jednak usunąć lub przyciszyć. Tutaj wchodzi do gry bramka szumów (noise gate) albo ręczne wycinanie. Ja zwykle łączę oba podejścia: bramka odwala część roboty, a resztę dopieszczam ręcznie, żeby nie urywać końcówek słów. Więcej o takim workflow opowiadam w Perfekcja Dźwięku – Profesjonalna Postprodukcja Audiobooków i Podcastów, bo tam skupiam się na dłuższych formach, gdzie każda sekunda montażu liczy się podwójnie.

Przechodząc dalej, pamiętasz, jak mówiłem o adaptacji akustycznej i gotowych poradach, żeby nie zgrywać się w łazience? To nie był żart. Kiedyś dostałem od znajomego materiał nagrany w… no dobra, w sumie w wannie, „bo tam jest fajne echo”. On chciał to echo zachować, bo to był koncept artystyczny. Ciekawy pomysł, choć trudny w realizacji. Jeśli Ty jednak wolisz brzmieć bardziej klasycznie, to wiedz, że kluczem jest choćby minimalne wytłumienie, by uniknąć tego nieszczęsnego dudnienia. Jakby co, o projektowaniu swojego studia domowego mówię troszkę w Strefie Dobrego Poziomu Dźwięku – to miejsce, w którym masz dostęp do masy porad i materiałów na temat brzmienia, od podstawowych trików aż po zaawansowane mixy.

Teraz kwestia doboru pluginów. Jest tylu producentów, że można się w tym pogubić. iZotope, Waves, FabFilter,Slate Digital i tak dalej. A są też darmówki, które nieraz potrafią zawstydzić płatne efekty. Jak się w tym połapać? Szczerze mówiąc, jeśli zaczynasz, skup się na paru sprawdzonych, uniwersalnych wtyczkach: porządny equalizer, kompresor, limiter, de-esser, może bramka. Wielu realizatorów i tak jedzie na stockowych pluginach swojego DAW-a i osiąga wspaniałe rezultaty. Dużo zależy od tego, jaki masz głos i do czego dążysz. Jeżeli masz dużą rozpiętość dynamiczną (raz szeptasz, raz krzyczysz), to kompresor staje się Twoim najlepszym kumplem. Jeśli syczysz (może to wynikać z budowy jamy ustnej, wady zgryzu lub po prostu charakteru barwy), to bez de-essera się nie obędziesz.

I tu znowu wchodzi w grę Be My Voice Master, bo w tym produkcie znajdziesz gotowe rozwiązania dopasowywania pluginów do różnych barw głosu. Trochę tak, jakbyś przymierzał ubranie szyte na miarę. W sumie to super uczucie, gdy pierwszy raz słyszysz nagranie i myślisz „O, to naprawdę mój głos, a brzmi totalnie pro!”.

Teraz pewnie zastanawiasz się: „No dobrze, a co z normalizacją i poziomami głośności?”. Wiesz, to wbrew pozorom dość ważne – zwłaszcza gdy publikujesz swoje nagrania w różnych miejscach, od Spotify po YouTube. Każda platforma ma swoje standardy, a w podcastach coraz częściej mówi się o -16 LUFS (z marginesem -1 dBFS na peaki). W audiobookach rządzi jeszcze inny standard (ACX czy inne platformy wymuszają konkretny RMS, np. -23 do -18 dB). Żeby ułatwić sobie życie, dobrze mieć workflow: najpierw miks, potem kompresja i limiter, a na końcu sprawdzenie głośności LUFS i ewentualna korekta. W Perfekcja Dźwięku też się tym zajmuję – pokazuję, jak to ustawić, żeby nie błądzić we mgle z tymi normami. Dzięki temu masz pewność, że Twój materiał nie będzie ani za cichy, ani drący uszy.

Swoją drogą, zabawne jest, jak niektórzy wzbraniają się przed nauką tych cyferek, bo myślą, że to zbyt techniczne. A moim zdaniem, wystarczy odrobina praktyki i zobaczysz, że to nie jest rocket science. W sumie większość programów ma już wbudowane wskaźniki LUFS, więc możesz z łatwością zobaczyć, w którym miejscu jesteś. Potem wystarczy limiter i gotowe. Ewentualnie lekkie dostosowanie głośności, jeśli overshootujesz. Warto się tego nauczyć, bo przy większej ilości nagrań – dajmy na to, 10 odcinków podcastu – dzięki temu unikniesz sytuacji, gdzie jeden epizod jest cichszy o 5 dB od reszty. Słuchacze to od razu wyłapią.

Zostając przy dłuższych formach: audiobooki to osobny rozdział w postprodukcji. W przeciwieństwie do reklam czy krótkich form, tu masz setki (albo i tysiące) minut do obrobienia. Ktoś, kto nigdy nie montował audiobooka, nie zdaje sobie sprawy, ile tam jest cięć i zabiegów. Dlatego w Perfekcja Dźwięku – Profesjonalna Postprodukcja Audiobooków i Podcastów właśnie poruszam te kwestie: jak przyspieszyć workflow, jak zorganizować sobie pracę w DAW (np. Reaperze), żebyś nie spędził całego miesiąca na jednym nagraniu. Bo tak naprawdę najtrudniejsze jest zachowanie spójności brzmienia przez cały materiał. A wiesz, wystarczy, że jednego dnia nagrasz się rano, innego wieczorem, a głos – i tło – mogą już brzmieć nieco inaczej. Miks i postprodukcja mają wyrównać te różnice.

Dlatego niektórzy tworzą reference track: pierwszego dnia, gdy głos brzmi tak, jak sobie wymarzyłeś, odkładasz próbkę. W kolejnych sesjach porównujesz bieżące nagranie z referencją, aby sprawdzić, czy barwa, eq i głośność są podobne. Oczywiście, idealnie byłoby zawsze nagrywać w tych samych warunkach, ale życie pisze różne scenariusze. W każdym razie, do audiobooków cierpliwość i powtarzalny workflow to klucz. I – co ważne – dobrze mieć szablon efektów w DAW, żeby nie zaczynać wszystkiego od zera.

A propos Reapera, bo to dość popularny DAW wśród podcasterów i lektorów. Uwielbiam go za elastyczność i niską cenę. Można tworzyć makra, skrypty, a także zapisać całe łańcuchy efektów w postaci presetów i wczytywać je błyskawicznie. Kiedyś byłem sceptyczny – myślałem, że Reaper jest zbyt surowy. Ale teraz nie wyobrażam sobie wrócić do innych programów. Oczywiście, to kwestia gustu. Jeśli wolisz Audition, Logic czy Pro Tools, da się w nich osiągnąć podobne rezultaty, tylko czasem z innymi narzędziami.

W każdym razie, jeśli doceniasz właśnie takie gotowce, to sprawdź Strefę Dobrego Poziomu Dźwięku. Znajdziesz tam m.in. moje preset packi, tutoriale i szablony – czyli wszystko, by szybko wczytać i ruszyć z nagraniem. Czas to pieniądz, a w branży lektorskiej zwłaszcza, bo nikt nie płaci Ci za kręcenie gałkami przez kilka dni. Klient chce szybko i dobrze, a Ty chcesz wolny wieczór. O, i tu presety i makra w Reaperze stają się wybawieniem.

Jeszcze jeden temat w postprodukcji, który często się bagatelizuje: mastering docelowy do różnych platform. O ile w radiu czy TV format jest dość stały, tak w internetowym świecie bywa różnie. Czasem musisz dać plik 48 kHz 24-bit, czasem 44,1 kHz 16-bit, a do tego, w zależności od platformy, różne wymogi co do wielkości pliku czy bitrate. Ale spoko, wystarczy ogarnąć parę standardów i mieć wtyczkę do pomiaru. Poza tym, polecam konsultacje, bo jeśli utkniesz z eksportem i normalizacją, to może się okazać, że ktoś z doświadczeniem w 10 minut rozwiąże Twój problem, który Tobie zabiera kilka godzin nerwów.

Oczywiście, to wszystko może brzmieć momentami przytłaczająco. Stąd moja rada: ucz się partiami. Zamiast usiłować ogarnąć eq, kompresję, bramkę, limit, de-esser i sidechain naraz, zacznij od eq i kompresji. Kiedy będziesz mieć pewność, że wiesz, co robisz, wejdź w automatyzację. Potem w sidechain, a na końcu w bardziej zaawansowane sztuczki typu layering pogłosów. W sumie to takie mądre, stopniowe dochodzenie do mistrzostwa. No, albo kup gotowe pakiety pluginów „Be My Voice Master” i wgrywaj, ciesząc się natychmiastowym efektem. A przy okazji podejrzysz, jak to jest skonfigurowane.

A propos ciekawostek: kiedyś pracowałem nad projektem, gdzie lektor miał ekstremalnie ciemną barwę głosu. Chciał brzmieć jaśniej, bo reklamował coś energetycznego. Zastosowałem eq z lekkim podbiciem na 4–5 kHz i okazało się, że głos rozjaśnił się tak, że można by pomyśleć, iż to inny aktor. Klient był zachwycony, ale trzeba było pamiętać, żeby nie przesadzić i nie wpaść w syczące rejestry. Stąd znów de-esser, trochę niuansów w kompresji i voilà – efekt gotowy.

Czemu o tym mówię? Bo właśnie takie eksperymenty pokazują, że czasem wystarczy drobna korekta, by Twój głos diametralnie się zmienił. Dlatego lubię powtarzać, że nieważne, jaki masz głos – ważne, jak go obrabiasz. Jasne, talent i dykcja to osobny temat, ale w kontekście brzmienia można naprawdę dużo zdziałać w postprodukcji, o ile podchodzisz do niej z głową.

Ktoś zapyta: „Po co mi tyle zachodu, skoro mogę po prostu nagrać się na dyktafon i też coś będzie słychać?”. No, pewnie, że będzie. Tylko czy chcesz być w tym top 10% najlepiej brzmiących nagrań w sieci, czy w 90% przeciętniaków? Pamiętaj, że nasze ucho jest wybredne, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdzie jest mnóstwo treści audio i wideo. Jeśli coś brzmi słabo, słuchacz prędzej przejdzie do kolejnego podcastu czy audiobooka, niż będzie się męczyć. Lepiej więc zadbać o jakość i wyróżnić się na plus.

A wyróżnić się możesz też stylistyką obróbki. Większość lektorów/podcasterów jedzie na dość zbliżonym, neutralnym brzmieniu. Ale co, jeśli wprowadzisz delikatną saturację, odrobinę lampowego ciepła? Albo minimalny chorus, by stworzyć wrażenie szerszego głosu – oczywiście nie do przesady, bo wtedy zrobisz kosmos. Takie pomysły są fajne, jeśli pasują do charakteru audycji czy reklamy. Wbrew pozorom, w komercyjnych spotach nieraz delikatnie się koloryzuje głos, by był bardziej zapamiętywalny.

Trzeba jednak uważać, żeby to nie wyszło sztucznie. Zamiast nakładać dziesięć wtyczek w ciemno, znów radziłbym metodę małych kroczków. O tym też rozmawiam w Be My Voice Master: gdzie warto dodać saturację, a gdzie wystarczy zwykła korekcja, żeby nie przesadzić z fajerwerkami.

Na koniec (chociaż w sumie jeszcze wcale nie koniec, bo w tym artykule nie używamy słów typu „podsumowanie” czy „zakończenie” – wszystko w swoim czasie!), chciałbym wspomnieć o typowych wpadkach realizatorskich, które naprawdę robią wrażenie, a niekoniecznie dobre. Otóż:

  1. Zostawianie clipów na początku nagrania, gdy witasz się głośnym „Witajcie!” – i wszystko przesterowuje. Serio, tak prostą rzecz można wyeliminować limitowaniem, a niektórzy puszczają to dalej.
  2. Przecenianie korekcji górnych pasm. Dodanie 10 dB przy 10 kHz w eq może sprawić, że głos „zasyczy” aż do bólu. Lepiej małe kroki.
  3. Brak ujednoliconego poziomu głośności między odcinkami podcastu. Słuchacz wchodzi w kolejny epizod i musi podkręcać lub ściszać głośność – mega frustrujące.
  4. Ignorowanie tła. Czasem drobny szum czy oddech jest do wybaczenia, ale szczekający pies sąsiada w tle głównej recenzji filmowej to już może być nieco rozpraszające.
  5. Przetestowywanie masy wtyczek bez planu. Skaczesz od jednego pluginu do drugiego, a na końcu nie wiesz, co tak naprawdę zadziałało. Lepiej mieć strukturę i workflow.

Celem tego całego zamieszania jest to, by słuchacz po prostu nie męczył się z nagraniem. Jeśli robisz reklamę, chcemy, żeby ją chciał usłyszeć, a nie przewijał. Jeśli tworzysz podcast, by go z radością słuchał i został do końca. Jeśli nagrywasz audiobook, by zapomniał, że w ogóle jest ktoś, kto czyta – by przeniósł się do świata powieści. Wtedy możesz powiedzieć: „Tak, moja postprodukcja działa jak trzeba”. A jeżeli jeszcze nie czujesz się mocny, rozważ konsultacje. Jedna rozmowa czy seria maili potrafi rozwiać mnóstwo wątpliwości.

Gdy widzisz, jak wiele niuansów zawiera jeden proces postprodukcji (szumy, echa, eq, kompresja, de-esser, saturacja, automatyzacja, normalizacja, itd.), możesz zacząć rozumieć, czemu dobry sound engineer jest na wagę złota. Ale w dzisiejszej erze cyfrowych narzędzi, Ty też możesz się tego nauczyć – i to szybciej niż myślisz. Wsparcie w tym znajdziesz w kursach, w Strefie Dobrego Poziomu Dźwięku oraz gotowych presetach „Be My Voice Master”. Możesz też pogadać ze mną 1:1 o swoim case’ie – i nagle okaże się, że coś, co Cię męczyło od miesięcy, da się ogarnąć jedną sztuczką w Reaperze.

Pozostaje więc zapytać Cię: jak bardzo chcesz zainwestować w ten temat? Mam nadzieję, że wystarczająco, by spróbować kolejnych kroków i dopracować to brzmienie do perfekcji. Bo wiesz, w gruncie rzeczy, to całkiem satysfakcjonujące uczucie, kiedy publika mówi: „Wow, ale profesjonalnie brzmisz, co to za studio?”. A Ty wtedy możesz skromnie przyznać, że to w sumie Twoje mieszkanie i laptop, ale zrealizowane zgodnie z postprodukcyjnym ars bene mixandi.

Jeśli czujesz niedosyt i chciałbyś jeszcze bardziej pogłębić wiedzę, zapraszam Cię do kursu „Jak usunąć pogłos z dialogu” albo do kursu o odszumianiu dźwięku, gdzie pokazuję masę przykładów z życia wziętych. A jeśli celujesz w pełen pakiet, łącznie z audiobookami, to Perfekcja Dźwięku czeka. Pamiętaj, że nic nie stoi na przeszkodzie, by wejść w to raz, a dobrze – zwłaszcza że dostęp do tych materiałów daje Ci zastrzyk solidnej wiedzy i inspiracji do dalszej pracy.

Tak czy inaczej, liczę, że czujesz się coraz pewniej w tym dźwiękowym świecie i że Twoje nagrania z każdym krokiem nabierają jakości. W końcu tworzymy coś, co towarzyszy ludziom w samochodzie, w słuchawkach podczas spaceru czy w domowym zaciszu. To odpowiedzialna rola – i warto się do niej przyłożyć.

Słyszałem wiele razy, jak podcasty i audiobooki przeszły niesamowitą przemianę – z amatorskich prób wprost do poziomu, który konkuruje z dużymi rozgłośniami. To też pokazuje, że Ty możesz tam być. Najpierw ogarnij eq, potem kompresję, sidechain, a dołóż do tego subtelny limiter i gotowe. A jeśli chcesz iść krok dalej i tworzyć słuchowiska, reklamy czy audiobooki z efektami specjalnymi – dlaczego nie? Postprodukcja daje Ci pełną władzę nad dźwiękiem, a to jest trochę jak tworzenie filmów bez obrazu. Każdy efekt potrafi zbudować lub zburzyć klimat.

Zatem, co powiesz? Gotów na kolejne niespodzianki i jeszcze więcej dźwiękowych sztuczek, czy wolisz zostać tutaj i zadać pytania, zanim ruszymy dalej?

Categories: Bez kategorii